Hejo, przepraszam was wszystkich bardzo, ale w poniedziałek się fatalnie czułam :( Wczoraj za to nie miałam czasu a wieczorem pojawiły się u mnie nowe okulary, do których jeszcze się nie przyzwyczaiłam i średnio w nich widzę (mam pryzmaty, które 'kierują' moje oczy w nieco inną stronę, na razie mi się jeszcze obraz rozmywa). Dzisiaj wrzucam wam pierwszy rozdział, a co do Rzeźnika, to jest mały problem... Zapodział mi się zeszyt, w którym piszę scenariusz xD Mam nadzieję, że niedługo uda mi się go znaleźć :P
Dobra, nie przedłużając, zapraszam do wyciskającego łzy rozdziału pierwszego...
1 - Przez Łzy
Tak
jak się umówiliśmy, John czekał przy wejściu do galerii. Niezbyt wysoki,
niebieskooki blondyn. Delikatne piegi w połączeniu z łagodnymi rysami twarzy
sprawiały przyjazne wrażenie. Miał na sobie dżinsy i czarny podkoszulek.
Znaliśmy się od kilku miesięcy, zdążyliśmy w tym czasie zostać bliskimi przyjaciółmi.
Zawsze mogłam na nim polegać, nigdy mnie nie zawiódł.
Jak zwykle przytulił mnie na powitanie.
- Hej, coś się stało?
- Niby dlaczego coś miałoby się stać?
- Mówiłaś, że miałaś plany na dzisiaj,
ale już nie masz. Poza tym widzę, że jesteś zdenerwowana. - W jego głosie słychać
było, że się martwi.
- Miałam się spotkać nad zalewem z tym
Konradem, o którym Ci ostatnio mówiłam, ale kiedy już byłam na miejscu okazało
się, że ma jakąś ważniejszą sprawę i nawet nie pomyślał, żeby mnie o tym poinformować.
- Widzisz, mówiłem Ci, że z nim coś jest
nie tak.
- Eh, następnym razem posłucham twojej
rady.
- Ostatnim razem mówiłaś to samo...
- Oj tam, oj tam.
Rozmowa ciągnęła się dalej a my powoli
kierowaliśmy się do domu Johna. Mieszkał poza miastem. Pomimo tego, że szliśmy
dość wolno a droga była długa, nawet nie zauważyliśmy, kiedy dotarliśmy na
miejsce.
Przez jakąś godzinę właściwie tylko
leżeliśmy koło siebie, od czasu do czasu wymieniając kilka słów. Wystarczała
nam nasza obecność. W tej ciszy było coś uspokajającego. Leżeliśmy patrząc w
sufit, słyszeliśmy nawet swoje najcichsze oddechy. W końcu przerwałam ciszę.
- Twoi rodzice naprawdę chcieli, żebyś
został księdzem?
John wybuchnął śmiechem a ja po chwili do niego dołączyłam.
- Tak, powiedzieli, że całe moje
rodzeństwo już jest dorosłe i już dla nich za późno, a wypadałoby, żeby chociaż
jedno ich dziecko zostało księdzem.
- Nie nadajesz się na księdza! - Nie
mogłam przestać się śmiać.
- Czemu? - Zapytał rozbawiony.
- Bo nie! Choćby dlatego, że przyjaźnisz
się ze mną. Ja jestem bardzo nienormalna, a ponieważ się z Tobą zadaje, ty też
jesteś wariatem!
Oboje zwijaliśmy się ze śmiechu jeszcze przez kilka minut. Resztę dnia
spędziliśmy oglądając horrory i grając razem w gry. Zrobiło się późno i
musiałam wracać do domu. John stwierdził, że niebezpiecznie by było, gdybym o
takiej godzinie szła sama, mieszkaliśmy daleko od siebie, postanowił mnie
odprowadzić. Zrobiło się zimno, więc pożyczył mi swoją bluzę. Najpierw szliśmy
drogą przez las, było strasznie ciemno, więc szliśmy ostrożnie i powoli. Kiedy
dotarliśmy do miasta, padły na nas światła pierwszych latarni,
przyśpieszyliśmy. Droga zajęła nam ponad godzinę, przebyliśmy ją w milczeniu. Mieszkałam
w prawie stuletniej, czerwonej, jednopiętrowej kamienicy. Na dole był sklep
obuwniczy i bank. Przed budynkiem rosło jakieś drzewo iglaste, nigdy się nie
zastanawiałam jak się nazywa. Kiedy byliśmy już pod moim domem, nagle John się
odezwał.
- Co ty takiego widziałaś w tym
Konradzie?
- W sumie to sama już nie wiem... A co,
zazdrosny jesteś? Widać było, że go zaskoczyłam tym pytaniem. Nie wiedział co
odpowiedzieć.
- Ja po prostu... Martwię się o Ciebie -
Złapał mnie za rękę - Ostatnio spotykasz się z dziwnymi typami...
- To nie twoja sprawa z kim i dlaczego
się spotykam! - Odpowiedziałam, trochę bardziej agresywnie niż chciałam,
wyrywając przy tym rękę z jego uścisku. Mój przyjaciel wyglądał na
wstrząśniętego.
- Karola, ja tylko...
Zorientowałam się jak głupie było moje zachowanie przed chwilą.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło...
Podszedł do mnie i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w niego, wsłuchałam w
bicie jego serca. John zanurzył twarz w moich włosach i szepnął mi do ucha:
- Karola, jesteś moją najlepszą
przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką. Bardzo mi na tobie zależy. A ostatnio
spotykasz się z naprawdę dziwnymi ludźmi. Martwię się o Ciebie, boję się, że
któryś z nich w końcu bardzo Cię skrzywdzi. Jak na razie na każdym się
zawiodłaś. Za każdym razem pocieszałem Cię. Mówiłem, żebyś odpuściła. Ale po
kilku dniach znajdywałaś kolejny obiekt westchnień... - W oczach zaczęły mi się
zbierać łzy - Jeszcze dzisiaj ten Konrad, dzieciak 2 lata od Ciebie młodszy,
pali, pije, mówi tylko o sobie, ewentualnie o cyckach, miał w ciągu ostatniego
roku z 15 dziewczyn, kto wie z iloma spał... Nie mówię Ci, żebyś się przestała
spotykać z chłopakami, tylko, żebyś była ostrożniejsza, miała jakieś wymagania,
standardy. Może poszukaj w innym towarzystwie..
- Na przykład?
Jesteś harcerką, więc dlaczego nie poszukasz wśród harcerzy? W hufcu jest tylu
naprawdę spoko chłopaków w twoim wieku, nie poznałaś nawet połowy. Poza tym nie
raz widziałem jak niektórzy się za Tobą oglądają.
- Co do harcerzy to mi już absolutnie
wystarczy. Przez tych trzech do tej pory zdarza mi się nie przesypiać nocy...
- Ale po dziesięciu trzynastoletnich
'gwiazdach facebooka' co to na co drugim zdjęciu pozują z papieroskiem, nadal
nie masz dosyć?
Nie odpowiedziałam. Nie byłam w stanie wypowiedzieć słowa. Było mi strasznie
głupio. Po prostu wtulona w przyjaciela płakałam i płakałam. Słyszałam, że koło
nas ktoś przechodzi, ale nie obchodziło mnie to. John troskliwie mnie obejmował
i uspokajająco głaskał po głowie. Myślałam jaka byłam głupia tyle razy myśląc,
że to 'ten jedyny'. O tym, jak często ignorowałam ostrzeżenia najlepszego
przyjaciela. O tym, ile razy go zaniedbałam, woląc romansować z kolejnym ładnym
idiotą. Oraz o tym, jak ważny jest dla mnie John.
Minęło tylko kilka minut, ale zdawało się to trwać wieczność. W końcu powoli
odsunęłam się od niego, nadal obejmując go w pasie ramionami. Spojrzeliśmy
sobie w oczy. Moje całe czerwone, zapłakane, smutne. Jego błyszczące w
delikatnym świetle pobliskiej latarni i gwiazd, zatroskane, współczujące. Widać
było, że sam z trudem powstrzymuje łzy.
Pochyliłam się w jego stronę. Moje serce zabiło szybciej. Zawirowało mi w
głowie. Delikatnie, z czułością pocałowałam przyjaciela w policzek. Ten, nie do
końca przyjacielski, co z pewnością oboje odczuliśmy, oddawał cały mój smutek.
Jednocześnie przepraszał za moje zachowanie i dziękował za wszystko. Trwał
ledwie sekundę, ale nie zapomnę tej chwili do końca życia. Odsunęłam się od
niego, odwróciłam na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Nie odwracałam się za
siebie. Kiedy weszłam już do domu i zdjęłam buty, wyjrzałam przez okno z
którego był widok na miejsce, w którym przed chwilą staliśmy. John stał tam nadal, nieruchomo, w
takiej pozycji, w jakiej go zostawiłam. Patrzyłam na niego przez kilka minut. W
końcu ruszył się, wydawało mi się, że spojrzał na okno, z którego go
obserwowałam, a po chwili ruszył w stronę domu.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w pidżamę i położyłam do łóżka. Nadal
byłam w szoku po wydarzeniach ostatniej godziny. Leżąc, płakałam w poduszkę, płakałam
bez końca. Nawet nie pamiętam kiedy zmorzył mnie sen.
Mówią na mnie maciek i ponoć piszę ciekawe rzeczy :P Jak ktoś jest ciekaw to zapraszam ^u^
środa, 16 grudnia 2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Witajcie kochani, mam dla was złą wiadomość, nie będzie dzisiaj więcej Rzeźnika :/ Niestety nie mam dzisiaj dostępu do komputera, a pisanie scenariusza już na kompie jest czasochłonne, więc na telefonie zajęłoby mi przepisywanie ponad godzinę :/ Ale nie martwcie się, jutro, oprócz pierwszego rozdziału książki, z mnóstwem akcji, pojawi się też kolejna scena (ta, co miała być dzisiaj xD)
Plan jest taki, że rano (o ile mi się uda) dostaniecie część rozdziału, po południu, tak po 16, Rzeźnika a wieczorkiem resztę rozdziału :> Mam nadzieję, że się na mnie za to nie gniewacie za bardzo :P To tyle, jeszcze raz przepraszam i do jutra :*
piątek, 11 grudnia 2015
Dobry :) Zapraszam na ciąg dalszy :)
AKT PIERWSZY
Scena trzecia
Rzeźnik - Co z nim?
Karolina - Mamy opóźnienie. Nie mam dwimerytu.
Rzeźnik - Nie miałaś go dostać od Roksany?
Karolina - Znowu się upiła, przyszedł jakiś karzeł, palnął ją w łeb i okradł.
Rzeźnik - Nie może zdobyć więcej?
Rzeźnik - Dobra, muszę wiedzieć jak wygląda i gdzie mogę go znaleźć.
Scena trzecia
Rzeźnik ogląda jakiś nóż. Słychać pukanie do drzwi. Rzeźnik wbija nóż w stół. Otwiera drzwi.
Karolina - Jak bardzo Ci zależy na tym tasaku?
Karolina - Jak bardzo Ci zależy na tym tasaku?
Rzeźnik - Co z nim?
Karolina - Mamy opóźnienie. Nie mam dwimerytu.
Rzeźnik - Nie miałaś go dostać od Roksany?
Karolina - Znowu się upiła, przyszedł jakiś karzeł, palnął ją w łeb i okradł.
Rzeźnik - Nie może zdobyć więcej?
Karolina - Najszybciej za dwa tygodnie.
Rzeźnik - Cholera... Rozumiem, że mam teraz znaleźć tego karła i odzyskać dwimeryt?
Karolina - Jeśli chcesz swój tasak, owszem.
Rzeźnik - Dobra, muszę wiedzieć jak wygląda i gdzie mogę go znaleźć.
Karolina - Roksana mówiła, że miał ciemne włosy z jasnym pasmem. Wyglądał młodo. Nie wiem, gdzie go znajdziesz, ale karczmarka powinna coś wiedzieć.
Rzeźnik - Możesz się tego dla mnie dowiedzieć?
Karolina - Ech... Dużo roboty z tym tasakiem.
Rzeźnik - Proszę, zrób to dla mnie.
Kat Kowal spojrzała się na niego z lekką niechęcią w oczach.
Rzeźnik - Proszę, zrób to dla mnie.
Rzeźnik - Proszę, zrób to dla mnie.
Karolina - No niech będzie... Pójdę tam po południu.
Rzeźnik - Możesz iść wieczorem, będzie więcej ludzi, nikt nie będzie na Ciebie zwracał uwagi.
Karolina - Ech...
Rzeźnik - Jak się czegoś dowiesz, to przyjdź od razu do mnie.
Karolina - Dobra, to do zobaczenia, mam dzisiaj jeszcze dużo roboty.
Rzeźnik - Powodzenia.
To tyle :) Do niedzieli ;)
To tyle :) Do niedzieli ;)
środa, 9 grudnia 2015
Buonasera kochani :* Dzisiaj nie będę się już rozpisywać ;) Po prostu zapraszam do czytania historii Rzeźnika...
AKT PIERWSZY
Scena druga
Kowal kuje coś na kowadle. Podchodzi do niej Pijany Kupiec.
Roksana - Jak tam życie mija, droga przyjaciółko?
Kowal zerka na nią spode łba.
Karolina - Masz to?
Roksana - Może mam, może nie...
Karolina - Tak czy nie?! Potrzebuje tego TERAZ.
Roksana - A do czego Ci tak strasznie potrzebny ten dwimeryt?
Karolina - Specjalne zlecenie, Rzeźnik chce nowy tasak. Miał go dostać dzisiaj, a ja nawet nie dostałam jeszcze tego pieprzonego metalu!
Roksana - Spokojnie koleżanko, nie denerwuj się tak.
Karolina - Kiedy dostanę ten dwimeryt?
Roksana - No... Pojawiły się drobne komplikacje...
Kowal milczy. Wpatruje się nienawistnym wzrokiem w Kupca.
Roksana - Dwa dni temu przyszedł zamówiony towar... Chciałam Ci go od razu zanieść, ale po drodze wstąpiłam do karczmy na kufelek ciemnego... Z którego zrobiło się dwanaście... I wtedy wszedł ten koleś. Karzeł, z jasnym pasmem na ciemnych włosach. Powalił kilka osób, dostałam w tył głowy. Kiedy się obudziłam, kieszenie miałam puste.
Karolina - Do diabła... Kiedy następna dostawa?
Roksana - Za dwa tygodnie.
Karolina - Za późno, potrzebuję metalu teraz. Trzeba będzie znaleźć tego karła.
Roksana - Rób co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj. Nie lubię tego Rzeźnika, nieprzyjemny z niego typ...
Karolina - Ech, skoro Rzeźnik chce tasak, sam będzie musiał zająć się tym karłem...
I tyle na dzisiaj :) Sceny są przeciętnie takiej długości. Mam nadzieję, że się podobało :> Możecie w komentarzach napisać swoje uwagi, konstruktywna krytyka mile widziana :) Dalszy ciąg w piątek.
Addio :*
wtorek, 8 grudnia 2015
Guten Abend :> Przepraszam, że tak późno, ale prawie wyleciało mi to z głowy xD Wczoraj zapomniałam też dodać, że posty będę pojawiały się najczęściej albo po 20, albo przed 9 rano :P
A teraz przejdźmy do konkretów. To, co zaraz przeczytacie to taki jakby wstęp do całej historii. Nie jest to pisane w żaden konkretny sposób, jest to coś na wzór scenariusza, ale raczej nie do końca. Nazywam to jednak scenariuszem, ponieważ razem z przyjaciółmi mamy zamiar kręcić film:> Jest to historia na podstawie krótkiej opowieści, wymyślonej przeze mnie, moją przyjaciółkę, Roksanę (Roman), oraz Patryka (Spamer) i Marcela (Rzeźnik). Nie jest ona zbyt... Pozytywna moralnie? Nie wiem jak to nazwać xD Jest w tym również rasizm i inne takie, więc nie polecam dla ludzi o słabych nerwach. Może to być dość kontrowersyjne.
O czym dokładnie jest historia? No cóż... Nie ma tu co mówić, przekonacie się czytając. Z samego tytułu można nieco wywnioskować, no i dzisiaj macie też pierwszą scenę :)
I jeszcze jedno. Akcja rozgrywa się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie mieszają się czasy średniowiecza i współczesne. No i jest to horroro-komedia :P A teraz zapraszam już do czytania...
Rzeźnik, w masce gazowej i fartuchu umazanym krwią. Idzie słabo oświetlonym, piwnicznym korytarzem. Skręca w prawo. Wchodzi w pierwsze (i jedyne) drzwi po lewej. Czarny, kamienny, nierówny sufit, pochlapany krwią. Rzeźnik podchodzi do jednej z szaf. Na półce, wśród różnych przedmiotów, leży głowa wiedźmina. Obok niej zakrwawiony nóż.Rzeźnik podnosi nóż i odwraca się w naszą stronę.
Tak, tak, wiem, że krótko, ale to tylko takie małe wprowadzenie :> Jutro zapraszam na scenę drugą, już nieco dłuższą. Ogólnie wszystkie sceny są dość krótkie, ale będę dodawać je praktycznie co drugi dzień.
Przepraszam, jeśli znalazły się powyżej jakieś błędy, ale dzisiaj musiałam pisać z telefonu :\ Dziękuję za przeczytanie ^.^
Arrivederci :*
A teraz przejdźmy do konkretów. To, co zaraz przeczytacie to taki jakby wstęp do całej historii. Nie jest to pisane w żaden konkretny sposób, jest to coś na wzór scenariusza, ale raczej nie do końca. Nazywam to jednak scenariuszem, ponieważ razem z przyjaciółmi mamy zamiar kręcić film:> Jest to historia na podstawie krótkiej opowieści, wymyślonej przeze mnie, moją przyjaciółkę, Roksanę (Roman), oraz Patryka (Spamer) i Marcela (Rzeźnik). Nie jest ona zbyt... Pozytywna moralnie? Nie wiem jak to nazwać xD Jest w tym również rasizm i inne takie, więc nie polecam dla ludzi o słabych nerwach. Może to być dość kontrowersyjne.
O czym dokładnie jest historia? No cóż... Nie ma tu co mówić, przekonacie się czytając. Z samego tytułu można nieco wywnioskować, no i dzisiaj macie też pierwszą scenę :)
I jeszcze jedno. Akcja rozgrywa się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie mieszają się czasy średniowiecza i współczesne. No i jest to horroro-komedia :P A teraz zapraszam już do czytania...
AKT PIERWSZY
Scena pierwsza
Rzeźnik, w masce gazowej i fartuchu umazanym krwią. Idzie słabo oświetlonym, piwnicznym korytarzem. Skręca w prawo. Wchodzi w pierwsze (i jedyne) drzwi po lewej. Czarny, kamienny, nierówny sufit, pochlapany krwią. Rzeźnik podchodzi do jednej z szaf. Na półce, wśród różnych przedmiotów, leży głowa wiedźmina. Obok niej zakrwawiony nóż.Rzeźnik podnosi nóż i odwraca się w naszą stronę.
Tak, tak, wiem, że krótko, ale to tylko takie małe wprowadzenie :> Jutro zapraszam na scenę drugą, już nieco dłuższą. Ogólnie wszystkie sceny są dość krótkie, ale będę dodawać je praktycznie co drugi dzień.
Przepraszam, jeśli znalazły się powyżej jakieś błędy, ale dzisiaj musiałam pisać z telefonu :\ Dziękuję za przeczytanie ^.^
Arrivederci :*
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Co i jak :P
Hej :) Póki co planuję co tydzień wstawiać rozdział mojej książki ^^ A poza tym w środy, piątki i niedziele będę wrzucać po 1 scenie scenariuszu do filmu, który piszę :> Jutro będzie mały wyjątek, ponieważ jutro dostaniecie pierwszą scenę :) A od środy już normalnie. Dzisiaj zapraszam na prolog mojej książki "Naczelna L. m."
Prolog
Nie znoszę, gdy ktoś odwołuje spotkanie w ostatniej chwili. Czuję się oszukana, skrzywdzona. Szczególnie, jeśli akurat mam niedobór witaminy P. Przytulanie to taka witamina, której czasami potrzebuje każdy człowiek. Ja potrzebuję jej wyjątkowo dużo.
Miałam się dzisiaj spotkać z moim kolegą, Konradem, nad zalewem. Kiedy nie znalazłam go tam, zadzwoniłam do niego.
- Hej, jestem już na miejscu, miałeś tu na mnie czekać.
- Hej, sorka, ale coś mi wypadło...
- Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej?!
- Naprawdę nie miałem czasu, nie pomyślałem o tym.
- Wlekłam się tu na pieszo przez pół mias...
- Sorka, muszę spadać, pa!
Rozłączył się, zanim do mnie dotarło jaki z niego idiota. Zapamiętać, nie ufać takim gówniarzom jak Konrad.
Eh, skoro już tu jestem to chociaż przejdę się wokół tego zalewu. - pomyślałam. Nie przeszłam nawet pięciu metrów, kiedy zabrzęczał mój telefon.
- Halo? - Powiedziałam niechętnie.
- Hej, masz jakieś plany na dzisiaj? - Usłyszałam głos Johna.
- No hej, może to dziwnie zabrzmi, ale jeszcze dziesięć minut temu miałam, teraz już nie.
- Coś się stało? - Zapytał z troską.
- A nie ważne, chciałeś o coś spytać?
- Tak, chciałabyś może do mnie wpaść dzisiaj? Jestem teraz w galerii, mógłbym po Ciebie wpaść za jakieś pół godzinki.
- Bardzo chętnie. - Uśmiechnęłam się pod nosem. Spotkania z Johnem zawsze poprawiają mi humor. - Tak się składa, że jestem teraz w pobliżu, zaczekaj na mnie przy wejściu, zaraz będę.
- Okej, to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i próbując nie uśmiechać się zbyt szeroko, ruszyłam w stronę galerii.
Prolog
Nie znoszę, gdy ktoś odwołuje spotkanie w ostatniej chwili. Czuję się oszukana, skrzywdzona. Szczególnie, jeśli akurat mam niedobór witaminy P. Przytulanie to taka witamina, której czasami potrzebuje każdy człowiek. Ja potrzebuję jej wyjątkowo dużo.
Miałam się dzisiaj spotkać z moim kolegą, Konradem, nad zalewem. Kiedy nie znalazłam go tam, zadzwoniłam do niego.
- Hej, jestem już na miejscu, miałeś tu na mnie czekać.
- Hej, sorka, ale coś mi wypadło...
- Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej?!
- Naprawdę nie miałem czasu, nie pomyślałem o tym.
- Wlekłam się tu na pieszo przez pół mias...
- Sorka, muszę spadać, pa!
Rozłączył się, zanim do mnie dotarło jaki z niego idiota. Zapamiętać, nie ufać takim gówniarzom jak Konrad.
Eh, skoro już tu jestem to chociaż przejdę się wokół tego zalewu. - pomyślałam. Nie przeszłam nawet pięciu metrów, kiedy zabrzęczał mój telefon.
- Halo? - Powiedziałam niechętnie.
- Hej, masz jakieś plany na dzisiaj? - Usłyszałam głos Johna.
- No hej, może to dziwnie zabrzmi, ale jeszcze dziesięć minut temu miałam, teraz już nie.
- Coś się stało? - Zapytał z troską.
- A nie ważne, chciałeś o coś spytać?
- Tak, chciałabyś może do mnie wpaść dzisiaj? Jestem teraz w galerii, mógłbym po Ciebie wpaść za jakieś pół godzinki.
- Bardzo chętnie. - Uśmiechnęłam się pod nosem. Spotkania z Johnem zawsze poprawiają mi humor. - Tak się składa, że jestem teraz w pobliżu, zaczekaj na mnie przy wejściu, zaraz będę.
- Okej, to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i próbując nie uśmiechać się zbyt szeroko, ruszyłam w stronę galerii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)